Klasyki

Remont ciągle w toku, mam go już dość, ale powoli zmierza ku końcowi, a w miniony weekend udało się nam nawet w coś zagrać. Ostatnio zbiera mnie na wspomnienia (to chyba starość 😉 ), a dwie weekendowe rozgrywki jeszcze to spotęgowały.

Młodsi gracze pewnie nie pamiętają takich czasów, ale kiedyś w sieci trudno było coś znaleźć w języku polskim o grach planszowych. Jedną ze stron, które bardzo miło wspominam, było Gniazdo. Właśnie sprawdziłem, strona dalej istnieje pod adresem: http://nest.republika.pl/ Witryna jest tam już od 13 lat, to bardzo długo, właśnie tam po raz pierwszy przeczytałem o takich klasykach jak Osadnicy z Catanu czy Puerto Rico. Nie bez przyczyny wspominam te dwa tytuły, bo właśnie do nich wróciliśmy w ten weekend.

Gdy zaczynałem zabawę ze współczesnymi planszówkami, szukałem gry na wakacje. Szukałem przed wyjazdem na urlop, znalazłem sklep Rebel i tam zapytałem co mogliby nam polecić. Sasanka – jeszcze nie żona Nataniela, zaproponowała mi Osadników. Ci byli jednak bardzo drodzy i temat odłożyłem. Na wakacjach udało nam się kupić Cluedo i bardzo się z tego cieszę, gdybym zaczął od Osadników, nie wiem jakby się moja znajomość z grami skończyła. Cluedo ma swoje wady, ale ma też zalety, szczególnie gdy popatrzymy kiedy ta gra powstała. Nasza starsza córka uczyła się na tej grze dedukcji, gra wieeele razy lądowała na naszym stole. Teraz leży spokojnie na półce, niestety tylko leży, ale nie zamierzam jej sprzedawać. Mam z nią związanych za dużo dobrych wspomnień.

Po urlopie powróciłem do tematu Osadników. Gry nie kupiłem (kto ma pieniądze po wakacjach?) zrobiłem samoróbkę (z czego nie jestem dumny, ale zrobiłem ją kompletnie od podstaw). Zasady gry znałem dzięki wspomnianej stronie Gniazdo i zagraliśmy. Chyba z dwa razy. To było bolesne doświadczenie. Gra kompletnie mi nie siadła, na tyle, że gdybym poznał ją wcześniej – jako przykład nowoczesnej planszówki – to chyba pozostałbym tylko przy grach logicznych. Wielokrotnie zastanawiałem się nad fenomenem Osadników, jakieś wnioski mam, ale dla mnie ta gra jest po prostu nudna. Wiem jakie ma zalety, co nie zmienia faktu że gdy mam w nią grać, to nie jestem szczęśliwy. Na nieszczęście, grę bardzo lubi nasza młodsza córka i czasami jesteśmy zmuszeni w nią grać. Oczywiście mamy oryginał (ładniejszy niemiecki 😉 ), mamy też dodatek Żeglarze – który według mnie poprawia grę, ale też wydłuża. W miniony weekend zagraliśmy, po remontowym poście to gra nawet w Osadników nie jest taka zła, ale tego „szczęścia” wystarczy mi na kilka miesięcy 😉

Wczoraj zagraliśmy w Puerto Rico. Gdy zaczynałem zabawę z grami, to właśnie Puerto było przez kilka lat liderem na bgg. To nie jest najlepsza gra jaką znam, ale jest bardzo wysoko w moim prywatnym rankingu, gdy mam możliwość, to z chęcią do niej siadam. Ma pewne wady (szczególnie boli brzydka szata graficzna i problem gracza z prawej), ale ma też swoje zalety. Co ciekawe, mimo że poznałem kilkaset gier, mimo że w Puerto trochę już pograłem, to nie mam znużenia tym tytułem (w przeciwieństwie do wielu nowych hitów, w które po kilku partiach nie mam ochoty już grać). Puerto to dla mnie przykład pięknej klasyki, która ma bardzo dobrą mechanikę, ale również stosunek zasad do rozgrywki. Za każdym razem jestem zaskoczony, jak dobrze się tę grę tłumaczy i jak spore ma możliwości. Wczoraj graliśmy w Puerto po dłuższej przerwie, a ja znowu zachwycałem się nią jak czymś dopiero co poznanym, jak najnowszą planszówką, nie przekombinowaną, bez wodotrysków, po prostu bardzo dobrą grą.

I tak z klasykami w tle minął nam weekend, a dzisiaj zaczyna się dalsza część remontu 🙂 Do napisania.

0 Udostępnień